Alexander Kontorovich.

Drapie?ca






Ksi??ka napisana na podstawie gry video Escape from Tarkov


Aleksandr Kontorowicz


Drapie?ca




Rozdzia?1


Kap. Kap. Kap. Krople padaj? do garnka, nape?nionego niemal wjednej trzeciej. Nie wiem, sk?d idok?d idzie ta rura, ale jest wniej woda! Ca?kiem, okazuje si?, normalna, nawet czysta! B?ogos?awi? wmy?lach nieznanego partacza, dzi?ki kt?remu cieknie na spawie. Je?li by?by sumiennym hydraulikiem to szuka?bym ?yciodajnej wilgoci gdzie indziej Zatem jeden problem zg?owy. Jeden. Ajest ich wiele! Iwoda nie nale?y do najwa?niejszych. Po pierwsze przetrwa?. Po drugie poje??. Wszystko pozosta?e potem.

Przypominam sobie pi?kne ksi??eczki zkolorowymi ok?adkami, na kt?rych dzielni, nie wiadomo dlaczego zawsze rozebrani do pasa, pakerzy jedn? r?k? niedbale przytulali seksowne blondynki (dlaczego zawsze seksowne iblondynki?), wdrugiej trzymaj?c ci??ki karabin maszynowy. Wtle wnieprzyzwoitych pozach le?eli r??nego rodzaju skurkowa?ce. Tym bohaterom wszystko sz?o jak po ma?le. Na magazyn ze szpejami natykali si? wodpowiednim czasie, aobowi?zkowa, specnazowska przesz?o??, kiedy trzeba podpowiada?a potrzebne manewry. C??, oumiej?tno?ci trafienia muchy woko ze stu metr?w, zka?dej, oczywi?cie, broni to ja wog?le zmilcz?.

Tak Dobrze si? ?yje ksi??kowym bohaterom! Jaka szkoda, ?e nie jestem by?ym (w dodatku ca?ym iniekontuzjowanym) specnazowcem. I?e to nie ksi??ka. Brak wmoim dorobku pot??nej muskulatury, brak wCV dekady nieustannych dzia?a? bojowych wci??kich warunkach.

Posiadam umiej?tno?? pisania program?w komputerowych. Nie?le, m?wi?c szczerze. Ten ca?y fitness te? nie poszed? chyba na marne chodzi?, biega? iskaka? mog?. Na razie mog? Na wycieczki ipikniki r?wnie? cz?sto wyje?d?a?em, wi?c iognisko rozpali? potrafi?. Nawet w?piworze pod ?wierkiem spa?em kilka razy. Postawi? namiot te? pewnie si? uda. No, ajedzenie zawsze przygotowywa?em sam, wi?c prywatny kucharz niepotrzebny.

Zagl?dam do garnka woda jeszcze do po?owy nie dosz?a. Zd??? pobiec na g?r? czy nie? Chyba lepiej poczeka?, a? si?gnie kraw?dzi. Wtedy wystarczy ido manierki iwiadro nape?ni?. Szkoda, ?e kube? nie w?azi pod rur? nie musia?bym kombinowa?.

Cholera wie, kiedy sko?czy si? ta woda. Mo?e starczy tylko na jeden dzie?. Amo?e b?dzie tu kapa? jeszcze d?ugo. Niczego nie da si? zg?ry przewidzie?. Nie ma ?adnej jasno?ci. Wniczym. Zwyj?tkiem jednego: ty itwoje ?ycie nikogo nie interesuj?. Warto?? ma tylko to, co przy tobie.

No ico my tu takiego cennego mamy? Manierk?? Nie powiem, ca?kiem niczego, wprzyzwoitym sklepie kupiona. Jest te? mena?ka. Inawet zakr?tka-kubek. Wszystko to wdobrym pokrowcu maskuj?cym.

Sk?adany n??. Te?, wzasadzie, niez?y, wtym samym sklepie bra?em. G?upi by?em, takie rzeczy zawsze trzeba mie? wzapasie, atu tylko manierka in??.

Wra?enie chcia?em wtedy zrobi? na nowiutkiej pracownicy do restauracji zaprosi?em! Zostawi?em tam ca?? kas?. Kretyn, co zaraz, jak ona mia?a na imi?? Nina? Ninel? Nie pami?tam. Kurde, jak szybko ulatuj? podobne gor?ce wspomnienia


***


Jak to wszystko si? zacz??o? Jako? tak zwyczajnie. Kilka dni nasza firma sta?a na uszach mieli?my pilne zlecenie. Spuszczone zg?ry, zsamej centrali Terra Group. Po korytarzach biegali kurierzy, nosili tu itam teczki zdokumentacj?, bo kierownictwo za?yczy?o sobie przeprowadzenia natychmiastowej inwentaryzacji zapas?w magazynowych isprz?tu przemys?owego. No, aponiewa? holding by? niema?y, to wszyscy musieli zasuwa?. Je?li kto? naiwnie wierzy, ?e do tego trzeba si? czo?ga? po halach imagazynach zlist? wr?ku, to bardzo si? myli. Po co? przecie? ewidencj? komputerow? wymy?lili? W?a?nie po to, chocia? latania po biurze zg?rami papier?w, jak si? okaza?o, do ko?ca to nie eliminuje.

W celu przyspieszenia roboczego procesu ca?? nasz? dru?yn? wraz zkompami idokumentacj? za?adowali do autobus?w iwywie?li nie gdziekolwiek, ado Lazurowego Wybrze?a! Tam przeznaczyli dla nas ca?y blok. Fakt, ?e uzbrojona ochrona na parterze troch? mnie zaskoczy?a. Wdrzwiach iko?o budynku dy?urowali pracownicy USEC wpe?nym rynsztunku bojowym! Ja pierdziel?! Po ca?ej serii pyta?, wyra?aj?cych nasze kompletne os?upienie, wyja?niono nam, ?e warkowie zaobserwowano pojedyncze ekscesy ze strony element?w przest?pczych. W?adze sobie nie radz?, akierownictwo nie ma zamiaru ryzykowa? ?yciem izdrowiem cennego personelu. Zatem mieszkajcie tu iradujcie si?! No ipracowa? tutaj b?dzie ?atwiej: nikt inic nie b?dzie odci?ga? nas od wydajnej pracy. Nawet kom?rki nam zabrano. Zreszt? to akurat nikogo nie zdziwi?o, normalka.

W zesz?ym tygodniu by?o nie do odpoczynku. Mo?na powiedzie?, ?e dniowali?my inocowali?my na stanowiskach pracy, tyle ?e sk?adanych ???ek mi?dzy kompami nam nie rozstawili! Wod?, kaw?, przer??ne zupy ikasz b?yskawiczne zorganizowali wprzyzwoitej ilo?ci. Dla damskiego personelu, przeznaczono specjalne ?azienki wyposa?one niemal?e wwanny zhydromasa?em. Tylko pracujcie! Amy harowali?my. Idali?my rad?! Ztego powodu obiecali nam nawet jak?? tam specjaln? nagrod?. Zreszt?, nikomu od razu nie zap?acili, niby na konto wy?l?. Potem

Kiedy ta orka si? sko?czy?a, wyprowadzili nas na ulic?, posadzili wautobusy ipod wzmocnion? ochron? odwie?li zpowrotem. Wysadzili ko?o budynku biura ijako? tak szybko si? zwin?li.

By?, co prawda, jeden dziwny moment Nas, informatyk?w iadmin?w, najpierw odsy?a? nie chcieli ?e niby jeszcze maj? dla nas jak?? robot?. Ale co? tam akurat si? sta?o, szefa ochrony gdzie? wezwano, amy, korzystaj?c zzamieszania, szybko wle?li?my do autobusu zksi?gowo?ci? ich nikt nie zatrzymywa?. Itym sposobem wyjechali?my. Anasz bus pozosta? przy wej?ciu do budynku.

Wysiedli?my na ulicy, rozejrzeli?my si? ido knajpy! Dok?adniej, do barku, gdzie wszyscy zazwyczaj biegali na obiad. Niekt?rzy, co prawda, rwali si? do domu imo?na ich ca?kowicie zrozumie?. Maszka ma kota iwog?le nie wiadomo, ile czasu zwierzak nie by? karmiony! No, aci, kt?rzy wdomu karmi? ipoi? nikogo nie musz?, opr?cz siebie samych, zostali wbarze. Siedli, ??cz?c kilka stolik?w, rozejrzeli. Idopiero wtedy poczuli, ?e co? jest nie tak. Nikt si? nie spieszy?, ?eby przyj?? od nas zam?wienie. By?o to bardzo dziwne, bo go??mi jeste?my tu od dawna ito dobrze znanymi. Nie jak jakie? dziady zawsze zostawiali?my dobre napiwki! Atu nie ma ani jednego kelnera, tylko wkuchni kto? ha?asuje.

Hej, jest tu kto ?ywy? niecierpliwie pyta Pasza Galpierin.

Na jego wo?anie zkuchni wygl?da czyja? morda.

Co trzeba? pyta bardzo nie?yczliwie jej w?a?ciciel.

Zjad?oby si? co?!

No to id? ijedz. Wzrusza ramionami rozm?wca. Czego si? drzesz?

No agdzie kelnerzy?

Acholera ich wie niepewnie odpowiada mordziasty, znikaj?c nam zoczu.

Czyli? ?e niby co, przepraszam?

Poszukiwania nic nie da?y, pracownik?w na ich roboczych miejscach nie by?o. Wpomieszczeniach gospodarczych zobaczyli?my jakich? dw?ch typ?w, kt?rzy gapili si? bardzo nie?yczliwie. Ze wzgl?du na nasz? przyt?aczaj?c? przewag? liczebn?, nic nie m?wili iw?a?ciwie to zwin?li si? jako? podejrzanie szybko. Masakra normalnie. Co tu si? dzieje? Nastr?j szybko si? zepsu?, nikt ju? nie my?la? oposiad?wkach, wszyscy ju? chcieli wr?ci? do domu.

Po p??godzinnym czekaniu na autobus, olewam iwybieram numer taxi. Agdzie? tam. Abonent jest niedost?pny. Jeden to jeszcze, ale tu milcz? telefony trzech r??nych korporacji! Niech si? chrzani?. Spacery, jak m?wi?, s? korzystne dla zdrowia.

Nie wiem, jak tam na okoliczno?? zdrowia fizycznego pewnie to prawda, ale psychiczne podczas przechadzki znacznie mi si? pogorszy?o. Wmie?cie panowa? gor?czkowy rozgardiasz. Kto? gdzie? si? spieszy?,wida?, ?e dopiero co bieg?. Wypasiony jeep, po sam dach za?adowany jakim? domowym dobytkiem, robi? naprawd? dzikie wra?enie. Itakich aut widzia?em ju? kilka. Na moich oczach ludzie wpo?piechu ?adowali do samochod?w co popadnie. Fikus?w ipralek, dzi?ki Bogu, nikt nie taszczy?, bo mo?na by pomy?le?, ?e nagle zacz??a si? wojna iwszyscy si? ewakuuj?. Kretynizm, gdzie teraz uciekniesz? Rakiety si?gaj? wsz?dzie.

Dobra, jest m?j dom. Nowoczesny, ale niezbyt wysoki, zaledwie pi?? pi?ter. M?wi? onim, ?e to zaawansowany projekt. No my?l? za co? wko?cu co miesi?c wp?acam Tar-Bankowi niema?? kas?. Winda dzia?a?a, wi?c na swoje trzecie pi?tro wjecha?em bez problemu. Otworzy?em drzwi, rzuci?em si? na kanap? iwrzasn??em: Choleba iigrzysk! Jestem przecie? programist? to wi?c od razu podkr?ci?em domow? elektronik? jak trzeba. Klikn??o wg?o?nikach, w??czy? si? telewizor. No, co my tu mamy nowego? M?j sprz?t jest m?dry, wypasiony, to teraz poda mi najwa?niejsze wiadomo?ci! Poda?.

Przez pewien czas siedzia?em ot?pia?y, ?miej?c si? g?upio nie wiadomo zczego. Chocia? powod?w do ?miechu nie by?o wog?le. ?adnych. G?owa uparcie nie chcia?a doda? dwa do dw?ch, wprost przeciwnie ca?kowicie odmawia?a trze?wo spojrze? na to, co w?a?nie zobaczy?em.

Okazuje si?, ?e przez ca?y ten czas, kiedy robili?my inwentaryzacj? wmie?cie rozgrywa?y si? jakie? straszne wydarzenia. Zniepoj?tego powodu zbudzili si? str??e porz?dku prawnego, wszelkiego rodzaju, iostro wzi?li si? za kierownictwo wielu instytucji ifirm. Nas, to znaczy nasz holding, nawiasem m?wi?c, ta lawina zawsze zaczepia?a. Bardzo wielu wy?szych mened?er?w r??nych przedsi?biorstw nagle si? ulotni?o dobrze, ?e obecnym granicom daleko do przys?owiowej ?elaznej kurtyny. W?lad za nimi zmyli si? wog?le wszyscy, po kolei. Bia?a gor?czka czy co?

Okej, topy[1]. Ci zawsze maj? co? za uszami. Wsp??czesny biznes jest taki, no czasami bywa skomplikowany. Nie od razu odr??nisz od niekt?rych przest?pstw. Zw?aszcza podatkowych. Tam totalnie wszystko jest z?e. Ludzie nie bez powodu ?artuj?, ?e zabi? to mniejsze ryzyko, ni? nie p?aci? podatk?w, bo fakt morderstwa trzeba jeszcze udowodni?, aurz?d skarbowy bez ?adnych dowod?w cichcem zablokuje twoje konto, aty id? si? t?umacz! Wsumie, rozumiem top?w iich niech?? do zmiany przytulnego mieszkania na prycz? wareszcie ?ledczym. Tak to si? obecnie nazywa? Czy mo?e to nie unas?

Ale reszta no tych to gdzie ponios?o? Ksi?gowy dobra, po szefie pierwszy kandydat do odsiadki. Aco ze zwyk?ym in?ynierem albo programist? na chuj on komu? Policjanci pow?ciekaj? si? przez tydzie? ikogo? demonstracyjnie zamkn?. Wielkie rzeczy. Wszystkich przecie? nie posadz??

Wygl?da na to, ?e m?j optymizm podzielali daleko nie wszyscy. Ztych samych wiadomo?ci wynika?o, ?e gdzie? dosz?o nawet do strzelaniny! Og?lnie lotnik, kryj si? nie s?dzi?em, ?e zjawisko znane jako nier?wno pod sufitem" jest a? tak zara?liwe! St?d pouciekali ju? nawet zwykli obywatele; strzelanina za oknem to kiepska muzyczka pod zdrowy sen. Ratowali si? r??nie: samochodami po autostradzie, statkami zportu, nawet jakimi? autobusami ewakuacyjnymi.

I tak wszystko to trwa?o do obecnej chwili. W?adze, jak zawsze, wyst?pi?y zuspokajaj?cymi apelami, lecz s?dz?c ztego, co dzieje si? na mie?cie, nikt ich szczeg?lnie nie s?ucha?.

Generalnie, kiepskie ?arty! Knajpa zamkni?ta albo na odwr?t, otwarta. S?dz?c po szarog?sz?cych si? tam indywiduach, dochodz? do wniosku, ?e jej personel nie mia? ztym nic wsp?lnego. Wtelewizji kiedy? informowali, ?e takie typy wtrudnych czasach w?a?nie rabowa?y wszelkie kawiarnie isklepy. Wszystko na to wygl?da!

Moment. Ajak tam unas zjedzeniem? Rewizja szafek ilod?wki nie dostarczy?a szczeg?lnych powod?w do rado?ci. Kilka zupek instant, kasze wszelkiego rodzaju o??cznej wadze oko?o trzech kilo, konserwy, kilka butelek whisky. Ito wszystko. Zwykle jedzenie zamawia?em sobie na wynos, atu trzyma?em wy??cznie na tak zwany wszelki wypadek. Kilka pr?b zam?wienia posi?ku sko?czy?o si? wspos?b ?atwy do przewidzenia: nikt nie odebra? po??czenia. Co? unas z??czno?ci? ca?kiem do bani. Zabieram wi?ksz? torb? iid? do sklepu.

No tak, tylko ja taki m?dry Pierwszy sklep powita? mnie zamkni?tymi drzwiami imocno zas?oni?tymi oknami. Dobrze, nie ostatni przecie?! Niespodzianka! idrugi zamkni?ty. Zbli?aj?c si? do trzeciego, s?ysz? jaki? ha?as, krzyki. Zawracam za r?g.

Ba-bach! O?, kurwa ma?! Padam na ziemi? (jak zawsze radz? wtelewizji) isi? rozgl?dam co tam?

Nic dobrego. Zrozbitej witryny jacy? srodzy faceci wkamufla?u wytaskuj? czyje? zimne cia?o. Trup jak nic, a? krew na asfalt kapie! Ci go?cie to na pewno si?owiki[2]! Karabiny, jednakowe mundury, walkie-talkie. Zdaje si?, trzeba da? st?d nog?.

Sta?!

Ato ciekawe, jak wykona? takie polecenie, kiedy pr?bujesz si? czo?ga?? Na wszelki wypadek po prostu zamieram. Kto ich tam wie, mo?e maj? skrzywione poczucie humoru.

Tupot n?g. Lekko kopi? mnie wbok.

Wstawaj ir?ce na widoku!

Pokazuj? otwarte d?onie (prosz?, prawie si? nie trz?s?!), staraj?c si? robi? to spokojnie.

Co wtorbie?

Pusto. Szed?em po jedzenie, na zakupy.

Zdzieraj? mi torb? zramienia iwywracaj? na lew? stron?.

Dokumenty!

Mam ze sob? tylko przepustk?.

Dawaj!

Wyjmuj? zkieszeni ob?o?ony wprzezroczysty plastik kartonik.

Tak Karasew Denis Wiktorowicz?

We w?asnej osobie.

Na foto podobny. Gdzie mieszkasz?

Aleja Modrzewiowa pi??. Mieszkanie pi?tna?cie. Trzecie pi?tro.

Si?owik zwraca si? do swoich towarzyszy. Ci przestali ju? ogl?da? zw?oki ibez po?piechu id? do nas.

Hej, dow?dco, to jaki? miejscowy, mieszka obok. Po chlebek si? wysz?o, co?

Aten co, ca?kiem zrozpaczy skretynia??

Okr??aj? mnie, jeszcze raz zagl?daj? do torby, obmacuj? kieszenie.

Rzeczywi?cie czysty! Sk?d takie dupki wy?a???

Aco si? sta?o? interesuj? si? ostro?nie.

Sk?d ty si? wzi??e?, naiwniaku?

Zapieprz mieli?my prawie przez tydzie? nie wychodzili?my zpracy, nawet tam spali?my!

Jeden ztych, co podeszli, s?dz?c po stosunku otoczenia, dow?dca, u?miecha si?.

Og??em, totalna rozpierducha.

Wojna?

Na razie jeszcze nie, ale to nie znaczy, ?e nie nast?pi. Ludno?? cywilna spieprzy?a niemal wkomplecie. Dzisiaj zamkn?li mo?liwo?? wyjazdu.

A co robi?? Przecie? wtakim wypadku powinni nas wywie??!

Komu w?adza winna wszystkim darowa?a! Chod?cie, ch?opaki, zosta?y nam jeszcze dwa punkty.

Przestali si? mn? interesowa?, oddaj? przepustk? iodwracaj? si? plecami.

Poczekajcie! Aco ze sklepem? Gdzie mog? kupi? jedzenie?

Wa?, daj co? temu m?czennikowi.

Ko?o moich n?g l?duje par? konserw, a?o?nierze, nie odwracaj?c si? znikaj? za rogiem.

Jako? to wszystko ej, oni dopiero co zabili cz?owieka! Powinna przecie? przyjecha? policja, wszystko obejrze?, protok?? jaki? spisa? Aja? Co powinienem zrobi?? ?wiadek? W?a?ciwie itak nic nie widzia?em!

Zbieraj?c puszki, mijam martwe cia?o izagl?dam przez rozbit? witryn?. Tak, tu nic nie ma. Wygl?da na to, ?e sklep wyczy?cili do zera p??ki s? puste. Tylko kilka porozrzucanych butelek zwod? mineraln?. C??, wychodzi na to, ?e wczym? si? nie dogadali? No ioni go rozwalili inawet si? tym nie przej?li. Cholera, jako? strasznie nawet do sklepu zagl?da? ale jak mus to mus! Przecie? wed?ug tych samych facet?w taka sytuacja jest teraz wsz?dzie.

Prze?a?? przez parapet, uwa?aj?c, by nie pokaleczy? si? od?amkami szk?a. Tak, butelki w?druj? do torby! Co tu jeszcze jest? O, papierosy! Przecie? ja nie pal?! M?j osobisty sknerus zachichota? zca?ych si?: Za darmo! Nie ma gospodarzy bierz!

Oczami szukam terminalu, ?ciskaj?c wr?ku kart? kredytow?. A ty co, dupku?! Por?ba?o ci??! Jaki, cholera, terminal tu trup przy wej?ciu le?y! M-m, tak rzeczywi?cie troch? tego. Karta do portfela, portfel do kieszeni. Karton papieros?w te?, do torby!

Nie ma chleba. I?adnych konserw. Tutaj, jak si? wydaje, grasuj? nie pierwszy dzie? iwszystko wymietli do czysta. Wody nie wzi?li: w?tpliwe, by teraz kto? dba? odiet?. Dobrze. Produkty dla dzieci, pasuj?? C??, je?li dzieci mog?, to znaczy, ?e doros?ym si? nie zabrania. Czyli nabior? cia?a, jedz?c na ?niadanie Gerbera!

Co? nie?le pieprzn??o za rogiem, przerywaj?c gwa?townie moje przemy?lenia. Idioto, tu strzelaj? na serio! Pora bra? nogi za pas!

Ju? na klatce schodowej dotar?o do mnie, co nie dawa?o mi spokoju przez ca?y ten czas. Szewron na r?kawie dow?dcy. Wczasie swojej kr?tkiej s?u?by wsztabie batalionu napatrzy?em si? na r??nych go?ci. Oficerowie i?o?nierze, zwyk?a piechota iwszelkiego rodzaju dziwne oddzia?y iwielu znich nosi?o rozmaite naszywki iemblematy. ??czy?o je jedno nie by?o tam ?adnych obcych liter. Atu szewron mign?? wprost przed moim nosem, uda?o si? mi wi?c do?? dok?adnie mu przyjrze?. Najprawdziwsze ?aci?skie litery! Tarcza, na kt?rej przedstawiono miecz, r?koje?ci? do g?ry inapis BEAR. To znaczy nied?wied?, t?umacz?c zangielskiego. Gdzie niby warmii rosyjskiej takie oddzia?y? Mocno w?tpi? wto, ?e wpolicji s? takie jednostki. Na temat r??nych s?u?b specjalnych wog?le lepiej nic nie m?wi?, unich to nie jest mile widziane, oile wiem.

W drodze do domu zauwa?y?em, ?e samochod?w na podw?rkach by?o znacznie mniej. Znaczy, p?ki ja, tam na kanapie, ogl?da?em wiadomo?ci, m?drzejsi ludzie wynosili si? zarkowa. No, no jako? nie przypominam sobie takich miejsc, gdzie zrado?ci? witano by uchod?c?w zdalekich kraj?w. Wszystko jedno zjakich, nikogo nie chc?. Tu nie Europa! Chocia? itam ostatnio niezbyt s?odko.

W?asny dom przywita? mnie ciemno?ci? na klatce schodowej pr?d wysiad?? Pieprzy? to, za to winda dzia?a! Oco tu chodzi? W?wietle latarki zkom?rki sta?o si? jasne: kto? wykr?ci? ?ar?wki. Do?yli?my, cholera, ?e ju? ?ar?wki zacz?li kra??

Oto imieszkanie. Zamkn?wszy za sob? drzwi, zaczynam wyk?ada? zdobycz na kanap?. Nie za du?o, ale ito bo?y dar! Na kilka dni jest ?are?ko!

Stawiam czajnik na kuchenk? elektryczn?. Miau melodyjne za?piewa? dzwonek udrzwi. Na ekranie monitora wy?wietli?a si? twarz Paszy Galpierina. Po co on tu przyszed??

Otworzy? drzwi! Elektronika, pos?uszna mojemu g?osowi, uruchamia zamek.

Cze??!

Witaj! Wejd?, w?a?nie robi? herbat?.

Nie teraz. Miszk? zabili, s?ysza?e??

Stop

Fro?owa?

No!

Nasz admin, m?j kolega. Dobrotliwy grubas wokr?g?ych okularach, wczym? podobny do Johna Lennona. ?wietny, absolutnie niekonfliktowy facet. Komu on m?g? przeszkadza??

Pieprzysz m?wi? niepewnie. Zaraz, aty sk?d to wiesz?

Czy ty wog?le jeste? na bie??co ztym, co si? woko?o dzieje?! wybucha Paszka.

Od takiego nawa?u emocji pogubi?em si? inawet nie wiedzia?em, co odpowiedzie?.

Bajzel Jacy? ludzie zkarabinami cz?owieka przy mnie zastrzelili! ?adna policja nie przyjecha?a!

Pasza wzburzony zaczyna biega? po mieszkaniu. Zjego s??w zaczynam powoli rozumie?, ?e okoliczno?ci s? znacznie gorsze, ni? przypuszcza?em.

Bajzel, adok?adniej zorganizowany chaos ogarn?? ju? ca?e miasto. Strzelaniny na ulicach. Policja podzia?a si? nie wiadomo gdzie inikt nie miesza? si? wte kr?tkotrwa?e walki. Kto izkim walczy, by?o zupe?nie niezrozumia?e. Wdrodze do mnie Paszk? te? kto? ostrzela? uratowa?a go pr?dko?? pojazdu. Najpierw pojecha? do Fro?owa ina progu zasta? zw?oki. Kto? strzeli? Miszce kilka razy wpier?. Ju? le??cego dobili strza?em wg?ow?.

Pochyli?em si? nad nim inagle s?ysz?, ?e w?rodku kto? chodzi. Zerwa?em si? izwia?em!

Dlaczego do mnie?

Ty mieszkasz bli?ej ipoza tym lepiej, ni? ja prowadzisz samoch?d.

?wi?ta prawda, kupuj?c prawo jazdy, Pasza, niestety, nie zyska? jednocze?nie umiej?tno?ci kierowania swoj? mazd? na kredyt. Przejecha? tu itam uliczkami jeszcze od biedy potrafi?. Natomiast wyjecha? na tras?

Czas si? zmywa?! Dos?ownie teraz!

Poczekaj Musz? si? spakowa?!

Co b?dziesz pakowa??! Ty, co, ju? ca?kiem nie czaisz?! Trzeba spieprza?! Raz-dwa!

Co jak co, ale przekonywa? to on mo?e! Naprawd? nie znalaz?em ?adnych argument?w. Pop?dzany ci?g?ymi krzykami, zacz??em miota? si? po mieszkaniu, gor?czkowo upychaj?c wplecaku wszystko, co wyda?o mi si? po?yteczne. Niestety nawet m?j nie najwi?kszy plecak wystarczy? a? nadto. Awydawa?o si?, ?e wszystko wok?? jest potrzebne iprzydatne. E tam, woderwaniu od domu to wog?le nie przyda si? do niczego. No komu, powiedzcie, potrzebny jest kij do golfa? Nawet je?li ma autograf wice-prezesa Terra Group!

Zatrzasn?wszy drzwi, schodzimy po schodach. Na podw?rku spotyka nas jeszcze jeden znajomy Demian S?ucki. Te? programista, tylko pracuje ws?siednim dziale. Naj?mieszniejsze jest to, ?e jeste?my znim nawet troch? do siebie podobni. Ludzie ?artuj?, ?e praca niweluje r??nice wwygl?dzie. Za to mieszka Demian zPaszk? po s?siedzku, drzwi wdrzwi. Przestraszony Galpierin specjalnie zostawi? go na podw?rku, aby pilnowa? samochodu. C??, trudno nie przyzna? mu racji. Chocia?, co m?g?by zrobi? Demian przeciwko nawet tylko jednemu uzbrojonemu cz?owiekowi? Sprawnie ?adujemy ma?y dobytek, wsiadamy. W?rodku jest ciep?o, Paszka nawet silnika nie wy??czy?. Ogrzewanie pracowa?o ca?y czas.

Pi? mi si? chce warczy S?ucki.

Przecie? mam na g?rze mineraln?! No iprzed nami daleka droga.

Id?, tylko szybko! Zostaw t? kurtk?, na co ci ona.

S?usznie, tylko r?ce zajmuje. Kiedy si? uwijali?my, spoci?em si? jak ruda mysz, wi?c jej nie zak?adam.

Zdecydowanie wchodz? na klatk? schodow?. Winda, drzwi wej?ciowe o, woda stoi na stole!

Chwytam butelk?, zatrzaskuj? drzwi. Melodyjne brz?czy winda jest na parterze. Biegn? wkierunku schod?w. Cholera! Sznurowad?o, jego ma? oma?o nie polecia?em na ?eb. Siadam wkucki





: 1 2 3 4 5